A A A Wersja kontrastowa

Innowacje w energetyce

Wraz z temperaturą powietrza na zewnątrz rośnie temperatura dyskusji na temat aktualnych kierunków przyszłego rozwoju polskiego sektora elektroenergetycznego. W centrum dyskusji, która m.in. ogniskuje się wokół rządowego dokumentu „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.”, znajduje się pytanie „w co inwestować”, które w kontekście polityki klimatycznej UE okazuje się szczególnym wyzwaniem w zakresie przyszłych źródeł wytwarzania energii.

Na nasze krajowe dylematy warto jednak spojrzeć z perspektywy światowej, bowiem w różnych miejscach globu wciąż wykuwają się innowacje, które od samego początku decydowały o kierunkach rozwoju elektroenergetyki. Tu warto wspomnieć, że wszystko zaczęło się pod koniec XIX. wieku od żarówki wynalezionej przez Edisona. Po upływie zaledwie 10 lat ten sam, legendarny Edison został wyparty, ze stworzonej przez siebie branży. Wymyślony przez niego system prądu stałego przegrał rywalizację (w literaturze przedmiotu znaną pod nazwą „wojny prądów”) z systemem prądu zmiennego. Przyczynił się do tego m.in. inżynier polskiego pochodzenia Michał Doliwo-Dobrowolski. Ale to inna historia.

Dokąd zatem obecnie zmierza świat? Ciekawe informacje na ten temat przynosi najnowszy (datowany na marzec/kwiecień br.) raport MIT Technology Review „10 Breakthrough Technologies”. Otóż z artykułu „It’s time to reconsider the new nuclear option” można się dowiedzieć, że mimo globalnych wysiłków na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych (będącej m.in. pochodną spalania paliw kopalnych) udział węgla w tzw. światowym miksie energetycznym za rok 2017 wyniósł 38%. Jest to dokładnie tyle co 20 lat wcześniej, kiedy podpisano pierwsze światowe porozumienie klimatyczne. Co gorsza wielkość emisji w 2018 wzrosła o 2,7%, czyli najwięcej od 7 lat.

Obserwowany wzrost emisji jest nie tylko skutkiem utrzymującego się udziału węgla w miksie surowców energetycznych, lecz także paradoksalnym efektem rosnącego udziału gazu ziemnego, który co prawda nie daje ubocznych skutków w postaci emisji cząstek stałych, ale przy jego spalaniu również wydziela się CO2. Dzięki odkryciom gazu łupkowego w Ameryce Północnej paliwo to wypiera z miksu energetycznego elektrownie atomowe nie tylko w Japonii i USA ale również w Europie. (np. Niemcy zamierzają wygasić wszystkie bloki jądrowe do roku 2022). Sukcesy gazu ziemnego, który już zyskał miano paliwa „okresu przejściowego” do epoki „zielonej energetyki”, skłaniają dziś naukowców do powtórnego rozważenia – jak piszą Amerykanie z MIT TR – „opcji nuklearnej”.

Na marginesie warto zauważyć, że w polskich realiach gaz ziemny na pewno odegra niezwykle ważną rolę w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Realizowane w Polsce i krajach ościennych inwestycje (przede wszystkim gazoport, inter-connectory i tzw. Brama Północna), pozwolą wkrótce uniezależnić polski rynek od dostaw z kierunku wschodniego. Podaż gazu z wielu różnych źródeł powinna stworzyć warunki do skutecznej konkurencji, a tym samym zwiększenia udziału gazu w krajowym miksie energetycznym. W polskich warunkach to bardzo pozytywne zjawisko, gdyż gaz jest jednak zdecydowanie mniej emisyjny od węgla. Natomiast w odróżnieniu od źródeł odnawialnych takich jak fotowoltaika czy farmy wiatrowe jest sterowalny. Ma to kolosalne znaczenie, jeśli chodzi o pewność zasilania w energię czyli bezpieczeństwo energetyczne.

Jako się jednak rzekło, wielki świat jest mentalnie o krok dalej i już teraz martwi się rosnącym udziałem w globalnym miksie energetycznym paliwa kopalnego, jakim jest gaz ziemny. Tak naprawdę świat zaczyna się troszczyć o to, czy uda się w nadchodzących dziesięcioleciach odpowiednio szybko oddawać do eksploatacji nowe bloki jądrowe. Obecnie w samych tylko USA trwają zaawansowane prace nad 75 projektami elektrowni atomowych. Wśród nich ciekawą innowacją jest technologia SMR, która w porównaniu do tradycyjnych bloków jądrowych ma być tańsza i bezpieczniejsza.

Jednym z promotorów nowej technologii jest firma NuScale Power, która zamierza postawić w zachodniej części Stanów Zjednoczonych 12 stosunkowo małych reaktorów o mocy od 60 do 200 megawatów na zamówienie koalicji 46 firm użyteczności publicznej. Jednak warunkiem powodzenia całego przedsięwzięcia jest zebranie finansowania do końca tego roku. O jakich pieniądzach mówimy? Koszt prototypu to „tylko” 100 mln dolarów, ale już dopracowanie projektu ma kosztować 2 miliardy dolarów. Jeśli pieniądze się znajdą, to pierwsze reaktory typu Small Modular Reactors mają wejść do eksploatacji w roku 2026.

Nadzieje na przełomową innowację wiążą się jednak z technologiami, które mają się opierać na zjawisku fuzji jądrowej. Właśnie to zjawisko jest źródłem energii gwiazd takich jak nasze słońce. Nad jednym z tego typu rozwiązań (projekt ITER) od 2010 r. pracują Francuzi. Aktualny termin zakończenia projektu to rok 2025, a koszty w międzyczasie urosły do 22 miliardów dolarów. Do sukcesu jest więc daleko. Trzeba sobie jednak uświadomić, jaka jest skala trudności. Zadaniem, z którym mierzą się naukowcy, jest odtworzenie w kontrolowanym otoczeniu zjawisk fizycznych, jakie zachodzą na słońcu! W rezultacie problemem są nie tylko pieniądze, a wejście tej technologii do eksploatacji to prawdopodobnie dopiero 2035 rok.

Dziś trudno definitywnie przewidzieć, jakimi drogami potoczy się rozwój kluczowych technologii w elektroenergetyce, ale jest pewne, że potrzebny będzie czas i duże pieniądze. Ryzyko inwestowania w nowe technologie jest ze swej natury podwyższone, dlatego nie jest przypadkiem, że prace rozwojowe finansują głównie państwa lub fundusze typu venture capital.

A jak już doszliśmy do tego wątku, to warto na koniec przypomnieć, że Bank Gospodarstwa Krajowego jest jednym z głównych dostawców środków finansowych, pozyskiwanych przez przedsiębiorstwa z tego sektora, na cele inwestycyjno-rozwojowe. Przy czym należy dodać, że BGK nie obawia się jednocześnie stosowania innowacyjnych rozwiązań dotychczas nieobecnych na naszym rynku finansowym. Jako przykład można wymienić zawartą 2 lata temu umowę z Tauron Polska Energia na objęcie emisji obligacji hybrydowych w kwocie 400 mln zł. Zgodnie z jej warunkami Tauron może emitować 12-letnie obligacje, gdzie pierwsze 7 lat to tzw. non-call period. Specyfika tego instrumentu sprawia, że z racji swojego podporządkowanego charakteru, zobowiązanie z tego tytułu nie jest w całości wliczane do wartości wskaźnika Dług Netto/EBITDA. Istnieje natomiast możliwość zaliczenia jego części, jako kapitału w modelach finansowych agencji ratingowych oceniających spółkę, co ma pozytywny wpływ na jej ocenę ratingową.

Nie przesądzając jak ostatecznie ukształtuje się w Polsce miks energetyczny jedno pozostaje pewne – Bank Gospodarstwa Krajowego chce być partnerem polskich firm energetycznych w zakresie finansowania inwestycji, sięgając przy tym po innowacyjne instrumenty finansowe takie jak np. wspomniane obligacje hybrydowe.

Na zakończenie dodajmy, że alternatywnym do energetyki wielkoskalowej, silnym globalnym trendem jest tzw. energetyka rozproszona korzystająca z energii  słońca czy wiatru. Jest to obecnie obszar intensywnych innowacji, i jako taki z pewnością wkrótce zagości na naszym blogu.

Komentarze